Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XVII.

Przed wieczerzą przyszła do niego Liza i ciągle pochłonięta myślą, coby mogło być przyczyną jego złego humoru, zaczęła mówić, że boi się sprawić mu przykrość swoją podróżą do Moskwy na czas rozwiązania — co jej radzą — i dlatego postanowiła pozostać w domu i nie ruszać się za nic w świecie. On wiedział dobrze, jak żona bała się tej chwili i rozrzewnił się widząc jej miłość i poświęcenie dla siebie. W domu tu wszystko było takie piękne, radosne, czyste, tylko w jego duszy błoto, ohyda i podłość. Przez cały wieczór męczyło go to przekonanie, że mimo całego wstrętu do swego postępowania, mimo szczerych zamiarów zerwania z tem wszystkiem, jutro powtórzy się to samo.
— Ależ to niepodobna! — mówił do siebie chodząc po swoim pokoju. — Przecież musi się na to coś znaleźć. Mój Boże! Co robić? co robić?