Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


XII.

Uspokoił go ten moralny wysiłek, którego dokonał dla pokonania wstydu wobec pisarza. Zdawało mu się, że wszystko skończone. Liza zauważyła natychmiast, że jest jakiś spokojniejszy a nawet weselszy jak zwykle. „Widać przykre mu były te ciągłe przymówki matek. Musi mu byś doprawdy ciężko słuchać wiecznych aluzyj...“ myślała.
Nazajutrz była uroczystość świętej Trójcy. Pogoda była cudna. Kobiety wiejskie wedle zwyczaju poszły w las wić wianki, a potem wróciły do dworu ze śpiewem i tańcami. Marja Pawłówna i Barbara Aleksówna wyszły w świątecznych strojach, z parasolkami na ganeczek i zbliżyły się do zebranych. Wyszedł i wuj Eugenjusza, który tego roku spędzał u nich lato.
Jak zawsze w gromadzie kobiet utworzyło się kółko młodych bab i dziewcząt, przybranych pstrą mieszaniną kwiatów, a wokół tego koła kręciły się