Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/44

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


VIII.

Życie ich szło takim trybem: on wstawał wcześnie jak zawsze i szedł do gospodarstwa, do wznoszących się budowli, czasem w pole. O dziesiątej przychodził na kawę, którą pił w towarzystwie Marji Pawłówny, starego wuja, bawiącego u nich i Lizy. Po gawędce, nieraz bardzo ożywionej, rozchodzili się, by znowu spotkać się przy obiedzie o drugiej godzinie, poczem szli na spacer albo jeździli łodzią. Wieczorem gdy Eugenjusz wracał z kancelarji gospodarskiej pili herbatę, czasem czytali coś razem lub grali, czasem był ktoś z gości. Kiedy wyjeżdżał z domu w interesach, pisywali z żoną do siebie codziennie. Ilekroć towarzyszyła mu w drodze było jej to szczególnie miłem. Na imieniny jego i jej spraszali gości, lubiał wtedy widzieć, jak ona umiała wszystko tak urządzić, że każdemu było miło i swojsko. Widział i słyszał jak zachwycano