Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/18

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dawać we znaki. Czyżby miał dla zaspokojenia jej jechać do miasta? Gdzie? Dokąd Niepokoiło to Eugenjusza Iwanowicza, a ponieważ wierzył, że, potrzebuje tego nieodzownie — zaczęło mu to rzeczywiście stawać się koniecznem, czuł, że nie jest tak swobodnym jak dawniej i że wbrew swej woli przeprowadza oczami każdą młodą kobietę.
U siebie we wsi szukać jakiejś kobiety czy dziewczyny uważał za rzecz brzydką. Wiedział z opowiadania, że tak ojciec jego jak i dziad pod tym względem różnili się od okolicznych ziemian i nie trzymali we dworze żadnych faworyt z pośród poddanych, postanowił też, że i on ich mieć nie będzie; a potem czując się coraz bardziej związanym pokusami a z przestrachem myśląc, co się może z nim stać w miasteczku, postanowił, że można sprawę załatwić i na wsi, gdzie zresztą już niebyło dawnych poddanych. „Byle tak się urządzić, aby nikt o tem nie wiedział i nie dla rozpusty, ale tylko dla zdrowia“ — mówił do siebie. I kiedy powziął to postanowienie, ogarnął go jeszcze większy niepokój; czy to rozmawiał ze starostą wiejskim, czy z chłopem lub stolarzem swoim przy robocie mimowolnie kierował rozmowę na kobiety, albo przedłużał ją jeżeli była o nich mowa. Przyglądał się zaś każdej coraz bacznej.