Strona:Lew Tołstoj - Djabeł.djvu/15

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


mię, prolongować spłaty, zdobywać grosz na robociznę w olbrzymim majątku Siemionowskim z czterystu dziesięcinami ornej roli i cukrownią. Dom i ogród należało utrzymać tak, aby pokryć zapuszczenie i upadek.
Pracy było wiele, ale też sił fizycznych i duchowych u Eugenjusza niemało. Miał lat dwadzieścia sześć, był średniego wzrostu, silnej budowy o rozwiniętych gimnastyką muskułach, żywy rumieniec krasił mu twarz, rzadkie, miękkie, wijące się włosy ociemniały czoło. Jedyną wadą jego fizyczną była krótkowzroczność, której sam był winien, zaczął bowiem używać szkieł. Teraz nie mógł już obyć się bez pince-nez, które wyżłobiło mu dwa ślady na grzbiecie nosa.
Takim był fizycznie. Duchową wartość zaś przedstawiał taką, że im kto więcej go poznawał, tem bardziej lubił. Matka zawsze kochała bez pamięci, teraz zaś po śmierci męża oddała mu wszystkie swe uczucia i żyła nim jedynie. Ale nietylko ona tak się do niego odnosiła. Koledzy ze szkół i uniwersytetu kochali go i szanowali, również na wszystkich wywierał podobny urok. Nie można było nie wierzyć mu, gdy mówił, przypuszczać fałsz i nieprawdę wobec tej otwartej, uczciwej twarzy a przedewszystkiem wobec jego oczu.
Sama postać jego była mu pomocą w pracy i interesach. Wierzyciel, który odmówiłby bez wahania każdemu innemu, jemu wierzył na słowo. Kupiec,