Strona:Lew Tołstoj - Śmierć Ivana Iljicza.djvu/46

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


z energią. Był to przyjaciel doktora, którego radził się raz już Iwan Iljicz.
Zadzwonił, kazał zaprzągać i wybrał się natychmiast.
— Dokąd to, Jean? — spytała żona tonem niezwykle smutnym i łagodnym.
Ta niezwyczajna łagodność rozgniewała Iwana Iljicza. Spojrzał na żonę ponuro.
— Mam interes do Piotra Iwanowicza.
I pojechał do przyjaciela, aby z nim razem udać się do doktora.
Zastali go w domu i bawili dość długo.
Rozważając następnie jego słowa, Iwan Iljicz przyszedł do wniosku, że nie jest tak źle, i że wszystko może zmienić się na lepsze. Chodziło o drobnostkę: o pobudzenie energii jednego organu, a zmniejszenie działalności drugiego; tym sposobem funkcye organizmu wyrównają się — i sprawa skończona.
Spóźnił się trochę na obiad, ale za to, przy stole był w dobrym humorze, dużo mówił i dłużéj niż zwykle pozostał ze wszystkimi. Nareszcie wstał, udał się do gabinetu i zasiadł zaraz do pracy. Czytał akta, pracował, lecz myśl, że coś nierównie ważniejszego oczekuje nań po skończeniu tych zajęć, nie opuszczała go na chwilę. Skoro skończył, przypomniał sobie, że ta rzecz ważna, to jego choroba, — spostrzeżenia i wnioski doktora, które miał w domu rozważyć. Nie uległ jednak pokusie, nie chciał oddawać się smutnym myślom, i zdecydował się znowu wyjść do salonu na herbatę.
W salonie zastał kilka osób. Śpiewano, grano na fortepianie, rozmowa toczyła się wesoło. Był i sędzia śledczy, upragniony mąż przyszły Lizy. Iwan Iljicz spędził wieczór weseléj niż zwykle, jak zauważyła Praskowia Teodorówna; lecz myśl o chorobie, o nerce latającéj nie opuszczała go ani na chwilę.
O 11-éj pożegnał zebranych i udał się do siebie. Od czasu choroby urządził sobie sypialnię tuż przy gabinecie. Rozebrał się, położył i wziął romans Zoli do ręki: ale nie czytał go —