Strona:Lew Tołstoj - Śmierć Ivana Iljicza.djvu/45

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


knąć, powstrzymał się jednak w porę. Ruch ten zauważył gospodarz.
— Zmieniłem się? — zapytał.
— Tak... rzeczywiście, zmieniłeś się.
Więcéj nie można było z niego wydobyć, pomimo, że Iwan Iljicz naprowadzał ciągle rozmowę na ten przedmiot.
Przyjechała Praskowia Teodorówna i gość udał się z nią do innnych pokojów.
Iwan Iljicz drzwi zamknął na klucz i zaczął badać swoję twarz w lustrze — en face i z profilu. Zdjął dawniejszy swój portret ze ściany i porównał go z tym, który widział w zwierciedle. Różnica była olbrzymia. Obnażył ręce do łokci, popatrzył i spuścił rękawy. Przeszedł się parę razy po pokoju i zrozpaczony rzucił się na sofę.
Siedział chwilę nieruchomie, jak noc posępny i chmurny.
— „Po co to, po co!“ — zawołał wreszcie, zrywając się z miejcca. Przysunął krzesło do stołu, otworzył tekę z papierami, wydobył akta i zajął się pracą. Ale nie mógł wytrzymać. Podniósł się, drzwi otworzył i cicho wszedł do salonu.
Pokój bawialny był zamknięty, zbliżył się do drzwi na palcach i słuchał.
— Ależ przesadzasz! — mówdła Praskowia Teodorówna.
— Jakto przesadzam? Ty tego nie widzisz? To trup: spojrzyj mu w oczy. Iskry życia w nich niéma.
— Więc cóż mu jest?
— Lekarze sami nie wiedzą napewno. Nikołajew mówił mi coś, czego nie zrozumiałem; Leszczetycki znów co innego...
Iwan Iljicz oddalił się cicho, powrócił do siebie, położył się na sofie i myślał: „Nerka, nerka latająca.“ Przypomniał sobie wszystko, co mu mówili lekarze o jéj oderwaniu się i o tém, jak ona się błąka. Siłą wyobraźni starał się ją uchwycić, przymocować... Zdaje się rzecz tak niewielka...
— „Pojadę jeszcze do Piotra Iwanowicza!“ — zawołał naraz