Strona:Lew Tołstoj - Śmierć Ivana Iljicza.djvu/26

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Iwan Iljicz cieszył się opinią wielkiego służbisty i zdolnego urzędnika; nim więc upłynęły nowe trzy lata, awansował na podprokuratora. Nowe obowiązki i przywiązana do nich powaga, władza powoływania przed oblicze sądu i sadzania na ławie oskarżonych każdéj ludzkiej jednostki, mowy publiczne i powodzenia, które mu zjednywały, — wszystko to przyczyniało się do ściślejszego jeszcze zespolenia Iwana Iljicza z obranym przezeń zawodem.
Dzieci tymczasem przybywało; żona stawała się coraz gderliwszą i bardziéj skłonną do gniewu; lecz stanowisko, które wyrobił sobie w domowém pożyciu Iwan Iljicz, zabezpieczało go prawie zupełnie od jéj uroszczeń.
Po siedmiu latach przeniesiono go znowu gdzieindziéj, tym razem na posadę prokuratora. Musieli się przeprowadzić. Żonie nowe miejsce nie podobało się wcale, a przytém fundusze okazały się niedostatecznemi. Pensya była wprawdzie wyższą, ale za to życie znacznie droższe, a śmierć dwojga dzieci bardziej jeszcze zaogniła stosunki rodzinne.
Praskowia Teodorówna przy lada sposobności oskarżała męża, wymawiając mu systematycznie każdą drobnostkę. Kłótnie powtarzały się téż coraz częściéj; najobojętniéj rozpoczęte rozmowy między małżeństwem, a zwłaszcza o wychowaniu dzieci, wywoływały nowe nieporozumienia, wspomnienie sprzeczek dawniejszych i wojnę domową, gotową zawsze wybuchnąć. Rzadko teraz między małżonkami zdarzały się oznaki wzajemnéj czułości. Były to drobne wysepki na burzliwém morzu małżeńskiém, do których przybijali niekiedy, aby z niechęcią i tajoną nieprzyjaźnią w sercu odsunąć się znowu od siebie.
Stronienie to od siebie i wzmagająca się z każdym dniem niechęć wzajemna, smuciłyby zapewne Iwana Iljicza, gdyby je uważał, jaż dawniéj, za coś niezwyczajnego; lecz on doszedł już do takiego stanu, że stosunek podobny wydawał mu się zwykłym i naturalnym; że stał się nawet celem jego działalności w rodzinie. Cel ten polegał na uwalnianiu się coraz zupełniejszém od