Strona:Leo Lipski - Niespokojni.djvu/29

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.

z ojcem, rozmowa pięcioletniego chłopca z trzydziestoletnim ojcem o śmierci.
„Ojciec:
— Dlaczego ty myślisz, że ja już nie jestem człowiek? Musisz mi pomóc, synku, musisz. Będę się opierał o ciebie i o ścianę i podejdę do okna. Potem ty wyjdziesz....”
Jano pomaga. Czuje, że ręka ojca jest bardzo ciężka. Ludwik staje przy oknie: na dole Anna i Emil trzymają się za ręce i ona uśmiecha się. Jano jest mały, a okno jest wysoko. Ale czuje wielkie napięcie między górą i dołem. Ludwik myśli o Annie i o śmierci. To jest to samo, to już wkrótce będzie to samo. Więc przestaje się wahać i nie rzuca się z okna.
Gdy matka wraca, Jano mówi tylko:
„— Mamo, tak bardzo czekałem na ciebie.
I o tej nocy nie powiedział nic więcej.”
Nareszcie. Jest zadowolony z rozmowy ojca z synem, gdy śmierć odkrywa swoją twarz. Cieszy się z męczącego crescenda, które załamuje się wtedy, gdy Ludwik staje przy oknie, które kończy się szczytem, pianissimo:
— Mamo, tak bardzo czekałem na ciebie.”
Była godzina czwarta po obiedzie. Emil wiedział, że Krystyna schodzi teraz z leżaka i pójdzie do pokoju, że jej narzeczony załatwia coś w mieście. Dlatego poszedł do pokoju nr 15.
Leżała na łóżku w białych, krótkich spodenkach i białym golfie. Na podkurczonym kolanie trzymała książkę. Ponad kostką, na nodze, miała cienki złoty łańcuszek. Była lekko opalona.
Nie poruszając głową, powiedziała: — Siadaj, mały — wskazując na łóżko.