Strona:Leo Lipski - Niespokojni.djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SAMO SIĘ MYŚLI

Ewa leży, ma trochę gorączki: 37,8.
„Trzeba spróbować samej pojechać na wakacje. Teraz w góry. Dotąd ciągle było morze.
Szkoda, że nie umiem pływać. Całować się pod wodą.
Dlaczego oddałaś się temu grubasowi? Dlaczego u kobiet wyrażenie «oddałam»? Przecież mu nic nie dałam. Nic.
Pojechaliście kajakiem w górę rzeki. Trawa była wysoka jak zboże. Miękka. Słońce.
A z tym fotografem. Tamta historia. Robiłam z nim to. Nie z nim, a z każdym. Kto by był na jego miejscu. Bo było słońce i trawa.
Emil ma stosunkowo małego. Ale on umie pieścić. Trzeba zaciskać zęby, jak chucha na wnętrze ud. Przyjemnie. Przyjemnie jest go brać do ręki. Nie wiedziałam.
Witek: zamknij oczy, kiedy zamykał drzwi. Śmiesznie wygląda się nago ze stojącym.
Sam stosunek prawdziwy nie sprawia ci przyjemności. Przyjemność psychiczna.
Jak ten grubas był zdjęty nabożnym strachem. Że cię pozbawił dziewictwa niby. Ch! jak on się nazywał?