Strona:Leo Belmont - Zbrodniarze.djvu/12

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   12   —

— Zwarjował?...
— Champillion! Champillion!...
Nikt się nie poruszył... Zawodzenie nie ustawało...
— Idźmy...
W końcu korytarza siedział skurczony pod ścianą Champillion — w ręku zaciskał kurczowo oskard — jęczał, schylony nad jakąś masą...
— Panie inżynierze... tu ktoś leży...
— Kto?...
— Panie inżynierze!... człowiek... zemdlony... Nie!... ma ranę na głowie... Trup!...
Stary robotnik podniósł się i runął do stóp inżyniera:
— Darujcie... panie!... ja go zamordowałem... oskardem...
— Za co?!...
Zazdrościłem mu!... On zawsze widział słońce!...