Strona:Leo Belmont - Pani Dubarry.djvu/77

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


nie dokonała panna Reville, ponieważ Joast wszystko gorzej nie smakowało, niż innym.
Wkrótce okazało się, że niepodobna było jej karać, gdyż cała pensja wybuchała lamentem, dochodzącym do ataków histerji, jeżeli jej uczyniono krzywdę. Gotowe były morzyć się głodem, jeżeli ją zamykano. Dokoła uroczej Joasi powstawał kult. Dochodziło nawet do niepożądanych ekscesów: Jacquelina ugryzła Zuzannę za to, że Joasia pocałowała Zuzię trzy razy, a ją tylko dwa; cicha Iwonka podbiła oko gwałtownej Elżbiecie zato, że ta siadła przy Joasi na trawie z lewej strony od serca, gdy to miejsce obiecane było już od tygodnia Iwonie według umówionej kolei. Przeorysza zachodziła głowę z powodu krzyków, dochodzących z głębi parku do jej celi w chwili umartwiania się włosiennicą i leżenia krzyżem, i mnożących się zadrapań na twarzyczkach pupilek. Strofowała nawet za niedozór siostrę Izabellę, ale ta chorowała na śpiączkę pod wpływem świeżego powietrza i nic nie słyszała. Zaś na zmianę dozorczyni przechadzek nie zgadzały się dziewczęta i sama Izabella gotowa była raczej opuścić klasztor, niż pogodzić się z utratą ufności przełożonej do niej na godnie sprawowanym urzędzie. O zakazie spacerów niepodobna było również pomyśleć, bo — jak oświadczono przeoryszy — „Joasia bez powietrza nie wyżyje“, poczem „wszystkie będą musiały umrzeć“.
Życie w schronisku dla dziewcząt, zabezpieczanych od wejścia na drogi niewłaściwe, skom-