Strona:Leo Belmont - Pani Dubarry.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


ROZDZIAŁ XVII.
Losowe spotkanie.

„Starym głupcem, chcącym wziąć ją na utrzymanie“ — według określenia Joanny — był w rzeczywistości mądry, jak lis, hrabia Dubarry.
Pani Gourdan chciała już dawno naraić mu Joannę, opowiadając temu smakoszowi kobiet, mającemu cały harem w Paryżu, cuda o fenomenalnej piękności „małej Lançon“. Ale Joasia, swego czasu zajęta Duval‘em, potem Lamet‘em, puszczała mimo uszu te propozycje. Stary Don Juan, zdziwiony oporem tajemniczej dziewczyny, udał się wreszcie za radą kuplerki do jamy gry przy ulicy Burbonów.
Był olśniony pięknością Joanny. Swój zachwyt wyraził w formie, która zdyskredytowała go w jej oczach:
— Mała! wezmę cię na utrzymanie... Nic nie chcę od ciebie... Mam harem kobiet, których już nie... potrzebuję. Sycę tylko oczy widokiem nagich tańczących ciał, bo chociaż nadwyrężony jestem przez miłość — nie mogę obejść się bez tego widoku. Kocham tylko oczami. Ale porzucę wszystkie — dla ciebie! Zabiorę cię w podróż... ukryję przed światem... Zamieszkiwać będziesz w pałacach!... Stawiam jednak warunek: musisz uczyć się wszystkiego, co każę — słuchać mię dużo, dużo — przez dłuższy czas nie widywać nikogo, prócz mnie!... Nawet matki... Mam zamiar