Strona:Leo Belmont - Kukuryku czy kikeriki.djvu/8

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   4   —

ki“ byty pojęciami jednoznacznemu (pomimo jawną różnodźwięczność!), jakgdyby uczony świat miał prawo używać tych słów bez różnicy, dowolnie i nierozważnie, niby jakiś bajkopisarz, jakiś Jachowicz lub Krasicki, którzy bardziej, dbali o zabawienie swoich mniejszych i większych czytelników, aniżeli o ścisłość wyrażeń!
Uczeni prowadzili długie spory w kwestyi pochodzenia owego najpożyteczniejszego domowego ptaka, tego prawdziwego przyjaciela człowieka, którego człowiek zjada z takim apetytem zarówno w skończonych artystycznych kształtach, t. j. w charakterze pieczystego, jak i w formie nieskończonej, że tak powiem ideowej, t. j. w jajku.
Uczeni spierali się o to, jaki gatunek dzikich kur może szczycić się tem, że dał początek naszemu domowemu kurowi (Gallus domesticus)? czy ów domowy kur pochodzi z Indyi, czy z krajów Malajskich, z Kochinchiny, czy z Jawy? czy wywodzi ród swój od sympatycznego Bankiwskiego koguta, czy od olbrzymiej, o barwach srebrno szarych kochinchińskiej Bramaputry, czy od jasno-żółtego Gangegara, czy od indyjskiego Zonnerata, czy, od ptaka Stanley’a Dżunglaj? Spierali się i do zgody nie doszli!
Uczeni zbadali obyczaje dzikich kur, o ile ten tajemniczy ptak, chętnie ukrywający się w niedostępnych zaroślach i w lasach dziewiczych, pozwolił wyśledzić sekrety swojego prywatnego i społecznego życia! Uczeni opisali wygląd najrozmaitszych gatunków kurzych drobiazgowo i starannie, policzyli pióra w ogonach kogucich, zajrzeli pod żuch-