Strona:Leo Belmont - Kukuryku czy kikeriki.djvu/19

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   15   —

kliwym wyrazie. Dodajcie czarowny ogon o czternastu wachlarzowato ułożonych piórach, czternastu sterówkach, klasycznie łukowatych, długich, wązkich o kształcie sierpów, a błyszczących różnemi bogatemi barwami, — a będziecie mieli żywy obraz „Kri-kri.“
Właściwie mówiąc tak wyglądał w pierwszej epoce swojego życia, zanim wewnętrzna zmiana, która w nim zaszła pod wpływem potężnej pracy ducha, nie wywołała odpowiedniego przeobrażenia. Ta druga faza w życiu „Kri-kri“ rozpoczyna się od historycznych „stu dni,“ w ciągu których uważano go powszechnie za „przepadłego bez wieści,“ opłakiwano nawet, jako umarłego, robiono przypuszczenia, że znalazł mauzoleum gdzieś w żołądku lisim, a wreszcie poczęto już o nim zapominać. W tem zjawił się o zachodzie słońca, w czasie wiosennego porównania dnia z nocą, lecz, o nieba! jakże był zmieniony! Kiedy wynurzył się naraz z olbrzymich paproci i ukazał się przed obliczem zgromadzonego ludu na polance leśnej, wzięto go w pierwszej chwili za zwyczajną mokrą kurę! Poznała go tylko matka, ale raczej dzięki instynktowi macierzyńskiego serca, niż ja kimkolwiek zewnętrznym rysom jego postaci.
Przedewszystkiem uderzające było, że nie miał pazurów u łap. Pokazało się, że połamał je umyślnie na skalach. Dziób jego stał się jeszcze delikatniejszy, niż wprzódy; czerwony hełm na głowie pobielał i stał się podobny do białego kapturka, ciało strasznie wychudło, — jak okazało się dobrowolnie pościł od jednego nowiu do drugiego, choć pędził dni w okolicy niezbyt pustynnej i obfitującej