Strona:Leo Belmont - Kukuryku czy kikeriki.djvu/17

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.
—   13   —

scy komentatorowie tłomaczą ten wyraz, jako: „zastępca,“ przypuszczając, że jest tu mowa o zastępstwie sił niewidzialnych, poza-ziemskich).
O pochodzeniu „Kri-kri“ nic pewnego powiedzieć nie można. Legenda twierdz, że było ono niezwykłe, cudowne i zgolą różne od sposobu, w jaki przychodzą na świat powszednie koguty. Była podobno kurka, nader pięknych kształtów, barwy pomarańczowej, która nie dopuszczała do siebie najwspanialej upierzonych kogutów. Najbuńczuczniejsze na jej widok doznawały takiego lęku, że nie śmiały zbliżyć się do niej. I oto raz w porze nocnej, kiedy na niebie świecił wspaniały „Kurjon,“ (tak w języku Kurów zwie się „Orjon“), przelatywał nad ziemią niezwykłych kształtów i barw bażant, który zdawał się pochodzić z najświetniejszej gwiazdy „Kurjona,“ (prawdobnie z Betagajce) — przelatywał, ujrzał ową przedziwną kwokę i zatrzymał na niej w przelocie rozkochane spojrzenie, poczem znikł. A wkrótce potem owa kwoka złożyła pod liściem lotosu jajko niezwykłej barwy błękitnej, zupełnie okrągłe i wydzielające najpiękniejszy aromat, roznoszący się na cale mile w około. Z jajka tego wyszedł „Kri-kri.“
Z początku nie zwracał on niemal niczem uwagi swoich towarzyszów, a co najwyżej tem, że nie lubił zwykłych zabaw dziecinnych, oraz, że, podjąwszy robaczka, biegł gdzieś w ustronne miejsce i spożywał go sam powoli i z zastanowieniem. W miarę jednak, jak podrastał w lata, począł zwracać ogólną uwagę oryginalnemi cechami swojego charakteru i różnemi dziwactwami swojego postępowania. Zawieszał się cza-