Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/94

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Poczciwi sąsiedzi wyszukali dla niego młodą, piękną wisienkę, którą zasadzili w jego ogrodzie, spodziewając się pocieszyć go w ten sposób. On im podziękował i udawał, że jest wesół. W rzeczywistości jednak serce jego było pełne bólu, bo kochał swe stare drzewo tak mocno, że nie było nic, coby go mogło po jego stracie pocieszyć.
Aż wreszcie wpadł na szczęśliwą myśl: przypomniał sobie sposób, w jaki mógłby ginące drzewo ocalić. Było to szesnastego dnia pierwszego miesiąca. Samotny wyszedł do ogrodu, pokłonił się więdnącemu drzewu i przemówił następującemi słowy:
— Racz, błagam cię, jeszcze raz zakwitnąć, ponieważ ja oddam życie za ciebie (albowiem istnieje wierzenie, że człowiek, za łaską bogów, może oddać swe życie za drugiego człowieka, zwierzę, a choćby nawet i za drzewo, które to przelanie życia w drugą istotę nazywa się migawari ni tacu, co znaczy—działać w zastępstwie). A wówczas rozesłał pod tem drzewem białe sukno i rozmaite koce, usiadł na tych kocach i wykonał hara-kiri sposobem samurajów, zaś duch jego wstąpił w drzewo, które zakwitło w tej samej godzinie.
I od tego czasu wiśnia zakwita wciąż szesnastego dnia pierwszego miesiąca w porze śniegów.

(Kwaidan).