Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/88

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


kark był przecięty jakąś bronią. Przeciwnie, linja przecięcia była gładka, jak miejsce, w którem zwiędły liść odrywa się od łodygi… A wówczas staruszek rzekł:
— Jestem niezbicie przekonany, że kapłan nie powiedział nam nic więcej, prócz prawdy. To rzeczywiście głowa Rokuro-Kubi. W księdze Nan-ho-i-b cu-szi napisano, że na karku prawdziwego Rokuro-Kubi zawsze można znaleźć pewne charaktery. Oto są te charaktery i sami widzicie, że nie są namalowane. Prócz tego, wiadomo doskonale, że upiory te oddawna mieszkały w górach prowincji Kai. Ale wy, panie, wykrzyknął, zwracając się do Kwairijo, jakimże to zuchwałym jesteście kapłanem? Daliście dowód odwagi, jaką mało kapłanów może się popisać, a wyglądacie raczej na żołnierza, niż na osobę duchowną. Czy nie należeliście przypadkiem kiedyś do kasty rycerskiej?
— Zgadliście, panie, — odpowiedział Kwairijo–za nim zostałem kapłanem uprawiałem rzemiosło rycerskie i w owym czasie nie bałem się ani człowieka, ani djabła. Nazywałem się wówczas Izoga Heidadzoemon Takecura z Kijuszu; być może znajdują się między wami tacy, którym imię to obcem nie jest.
Jak tylko wypowiedział te słowa, w sali sądowej zerwał się pomruk uwielbienia, albowiem wielu z obecnych imię jego dobrze znali. Teraz, zamiast być wśród sędziów, znalazł się Kwairijo wśród przyjaciół, pragnących wszelkiemi sposobami dowieść mu o swej braterskiej miłości. Z wszelkiemi honorami odprowadzili go do rezydencji daimja, który przywitał go serdecznie, nakarmił, a przed odejściem zaszczycił go pięknym podarunkiem. Opuszczając Süwę, Kwairijo był tak szczęśliwy, jak szczęśliwy może być kapłan w tym świecie wiecznego przemijania. Co się tyczy głowy, to dźwigał ją u rękawa, jak i przedtem, żartobliwie twierdząc, że uważa ją za swoją pamiątkę.