Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


go jednym jedynym swym uśmiechem. Co do piękności, daleko jej było do jego żony; umiała jednak doskonale kokietować i działać na zmysły — oplątując słabych mężczyzn nićmi złudzeń zmysłowych tak, że pęta zaciskały się coraz bardziej, aż wreszcie nadchodziła ostateczna godzina rozczarowania i ruiny.
Haru nie wiedziała o tem. Nie podejrzewała nic złego, aż dopiero, kiedy ten sposób postępowania wszedł u jej męża w zwyczaj — a nawet wówczas przyszło jej to na myśl tylko przypadkowo, gdy zauważyła, że pieniądze jej męża znikają. Nigdy jej nie mówił gdzie spędza wieczory, ona zaś nie śmiała go o to zapytać, aby nie pomyślał, że jest zazdrosną. Zamiast powiedzieć mu wprost co o tem wszystkiem myśli, traktowała go z taką słodyczą i łagodnością, że inny mąż dawnoby się wszystkiego domyślił, on jednak był, poza interesami, mało subtelny i domyślny. W dalszym ciągu spędzał wieczory poza domem a w miarę, jak wyrzuty sumienia słabły, przedłużał swą nieobecność. Naru nauczono, że obowiązkiem dobrej żony jest zawsze czuwać w nocy i czekać na powrót swego nieobecnego pana; nie dosypiając, zaczęła cierpieć na nerwy i ze spowodowaną przez bezsenność gorączką, także ciężko jej było w samotności, gdy, odprawiwszy uprzejmie o zwykłej godzinie służbę, pozostawała sama ze swemi myślami. Raz tylko zdarzyło się, że mąż jej, wróciwszy bardzo późno w nocy, rzekł do niej:
— Przykro mi, że z mego powodu przesiadujesz tak późno w nocy; nie czekaj więcej na mnie!
Na co ona, obawiając się, iż naprawdę mogłoby mu być przykro z jej powodu, uśmiechnęła się pogodnie i odpowiedziała:
— Nie byłam śpiąca i nie jestem wcale znużona; nie troszcz się o mnie…