Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/156

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


A słońce zachodziło…
— Dziadek oszalał! — ja się go boję! — łkał Tada, w odpowiedzi na liczne pytania — oszalał! naumyślnie ryż podpalił: sam widziałem!
— Co się tyczy ryżu — wykrzyknął Hamaguczi, dziecko mówi prawdę! Ja sam ryż podpaliłem!.. Czy wszyscy tu już są?
Strażnik i ojcowie rodzin policzyli ludzi wzrokiem, a spojrzawszy na zbocze wzgórza, odpowiedzieli:
— Jesteśmy tu prawie wszyscy, a reszta będzie za chwilę. Ale co się dzieje?
Kita! — krzyknął starzec z całej siły, wskazując im morze. Powiedzcie teraz, że jestem szalony!..
Wszyscy spojrzeli przez zmierzch ku wschodowi i ujrzeli na skraju chmurnego horyzontu długą, cienką, niewyraźną linję, niby cień wybrzeża tam, gdzie wybrzeża nigdy nie było, — linję, która w miarę jak patrzyli, stawała się coraz wyraźniejszą i szerszą, podobnie jak w oczach żeglarza, zbliżającego się do lądu, rośnie linja wybrzeża, ale nieporównanie prędzej. Albowiem ten długi cień, to było powracające morze, spiętrzone jak skała, a lecące prędzej od sępa.
Cumami! — wrzasnęli ludzie, a w tej chwili wszystkie krzyki, dźwięki i wszelka możliwość słyszenia czegokolwiek zostały unicestwione przez niemożliwe do opisania wstrząśnienie, cięższe, niż jakikolwiek grzmot, a pochodzące od uderzenia olbrzymiej, napęczniałej fali, która runęła na wybrzeże z takim rozpędem, że góry aż zadrżały, a piana rozprysnęła się w powietrzu, niby blask błyskawicy. Przez chwilę nie było widać nic, prócz mgły wodnej, pnącej się po zboczu górskiem, jak chmura — i tłum, na sam jej widok, cofnął się przed nią w przerażeniu. Kiedy