Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/154

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


widział. Pamiętał jednakże, co ojciec jego ojca opowiadał mu w dzieciństwie i znał całą tradycję wybrzeża. Zrozumiał, co ono może uczynić. Myślał, że czas dać znać do wsi, albo też do świątyni buddyjskiej na wzgórzu, aby tam uderzyli w wielki dzwon… Trwałoby to jednakże znacznie dłużej niż to, co w tej chwili zamyślił.
— Tada! — prędko — natychmiast!… zapal mi pochodnie!..
Taimacu, czyli smoliste pochodnie, znajdują się w wielu domach nadbrzeżnych, tak ze względu na burzliwe noce, jako też i dla potrzeb w niektóre świąteczne dni Szinto. Dziecko natychmiast pochodnię rozżarzyło, a starzec pobiegł z nią ku swym polom, gdzie, oczekując zwózki, stały setki stogów ryżowych, przedstawiające większość jego kapitału. Stanąwszy przy stogach, znajdujących się najbliżej skraju zbocza, zaczął je podpalać, biegając od jednego stogu do drugiego tak prędko, jak tylko mu na to jego stare członki pozwalały. Wyschłe na słońcu kłosy paliły się jak chrust, zwłaszcza, że wiatr dął od morza ku lądowi. I tak stogi szeregami stawały w płomieniach, rzucając ku niebu słupy dymu, które spotykały się ze sobą i mieszały w jeden wielki wirujący obłok.
Tada, zdumiony i przerażony, biegał za swym dziadkiem, wołając z płaczem:
Odżiisan, dlaczego? — Odżiisan! dlaczego? — dlaczego?…
Ale Hamaguczi nie odpowiedział. Nie miał czasu tłumaczyć się. Myślał tylko o czterystu istnieniach, narażonych na śmierć.
Dziecko przez chwilę przyglądało się ze zdumieniem palącym się snopom ryżu, a potem, wybuchnąwszy płaczem, uciekło do domu w przekonaniu, iż dziadek oszalał. A Hamaguczi podpalał stóg po