Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/144

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


i doniósł o wszystkiem daimjowi. Wówczas daimjo, książę młody i wielki miłośnik ładnych twarzyczek, polecił natychmiast dostawić dziewczę do pałacu; wprowadzono ją tam niezwłocznie, bez najmniejszych ceremonij.
Tomotada bolał nad tem niewypowiedzianie, wiedział jednak, że jest bezsilny. Nie był niczem więcej, jak tylko uniżonym posłańcem w służbie daimja do dalekiej prowincji, a na razie zdany był na łaskę i niełaskę daimja znacznie potężniejszego, którego woli nie mógł się sprzeciwić. Prócz tego, Tomotada wiedział, że postąpił lekkomyślnie — że sam sprowadził na swoją głowę nieszczęście, wchodząc w tajemne związki z kobietą, co kodeks kasty rycerskiej potępia. Jedyną jego nadzieją — nadzieją ostateczną — było to, że Aojagi zdoła i zechce wymknąć się i uciec wraz z nim. Po długim namyśle, postanowił spróbować posłać jej list. Była to rzecz niebezpieczna, bo list mógł wpaść w ręce daimja, a pisanie listów miłosnych do mieszkanki jego pałacu było obelgą nie do darowania. Mimo wszystko, odważył się na ten krok i ułożył, w kształcie poematu chińskiego, list, który starał się jej posłać. Poemat składał się tylko z dwudziestu ośmiu charakterów, jednakże, tych dwadzieścia osiem charakterów wyrażało całą głębię jego rozpaczy i cały ból rozłąki.
Wieczorem tego samego dnia, kiedy poemat został wysłany, Tomotadę zawezwano przed daimja. Młody człowiek zrozumiał natychmiast, że został zdradzony. Wiedział, że, jeśli list jego wpadł w ręce daimja, nie uniknie kary i to jak najsroższej.
— Skaże mnie na śmierć — myślał. — Jeżeli jednak nie zechce oddać mi Aojagi, nie dbam o nic. Prócz tego, o ile wyda na mnie wyrok śmierci, będzie mi wolno spróbować go zabić.