Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/140

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tomotada zaczął jeść i pić co siły, ale urok rumieniącego się dziewczęcia wciąż w jego oczach zwrastał. Rozmawiając z nią, spostrzegł, że mowa jej była nie mniej słodka od jej twarzyczki.
Być może, że wychowała się w górach — w takim razie jednak rodzice jej musieli kiedyś należeć do lepszego świata, ponieważ ona rozmawiała i poruszała się, jak panna z towarzystwa. Naraz zwrócił się do niej z poematem — będącym równocześnie pytaniem, podyktowanem mu przez serdeczny zachwyt.

Tadzunecuru,
Hanaka tote koso,
Hi wo kurase,
Akenu ni otoru
Akane sasurau?

(Mając kogoś odwiedzić, znalazłem po drodze coś, co wydało mi się kwiatem. Straciłem przez to dzień, dlaczego jednak przed świtem brzask rozgorzał — tego nie wiem[1]).
A ona bezzwłocznie odpowiedziała mu następującym wierszem:

Idzuru hi no
Honomeku iro wo
Waga sode ni
Cucumaba asu mo
Kimija tomaran.

(Jeśli rękawem swej sukni zasłaniam nikłą barwę świtającego słońca — to może dlatego, aby rano pan mój nie odjeżdżał).

  1. Poemacik ten można czytać podwójnie. ponieważ niektóre wyrażenia mają podwójne znaczenie. Wobec tego, że budowa jego wymagałaby zbyt wielu komentarzy, a nie zajęłaby czytelnika z Zachodu, tłumaczymy: — Udawszy się w podróż, aby odwiedzić swą matkę, napotkałem istotę lubą, jak kwiat; dla tej rozkosznej istoty spędzam tu dzień… O piękna, dlaczegoż rumieńce, podobne do glorji zachodzącego słońca, zdobią twą twarz, mimo, iż słońce nie zaszło? Czy to ma znaczyć, że mnie kochasz?