Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/111

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


dotknięta wypisanem na dłoni dziecięcia słowem „Baka“.
— A gdzież to pochowano waszego Riki?—zapytali służący.
— Pochowano go na cmentarzu Dzendodżi — odpowiedziała im.
— Bądźcie tak dobry i dajcie nam garść gliny z jego grobu — rzekli.
— Stara poszła z nimi do świętyni Dzendodżi i pokazała im grób, w którym leżał Riki. Oni zaś wzięli trochę gliny z grobu, zawinąwszy ją w „furosziki“[1].
Dali matce Riki trochę pieniędzy—dziesięć jenów.

— Ale na co potrzebna im była ta glina?—zapytałem.
— Jakże — odpowiedział staruszek — domyśli się pan chyba, że nie chcieli, aby dziecko wyrosło z tem imieniem na ręce. Na usunięcie z ciała dziecka takich charakterów niema innego sposobu, jak tylko natrzeć skórę gliną, wziętą z grobu ciała jego poprzedniego istnienia…

(Kwajdan).




  1. Furosziki“ — jest to kawałek materji, coś w rodzaju chustki, w której japończycy noszą, jak w węzełku, najniezbędniejsze przedmioty. Przy większych zakupach dostaje się taką chustkę w każdym japońskim sklepie. — (Przyp. tłum.)