Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/106

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


opuszczonem pustkowiu. W promieniu wielu mil, nie było tu żadnego innego kapłana. Otóż, przynoszono tu zwykle ciała umarłych górali — z bardzo daleka nieraz — abym odprawił nad niemi żałobne nabożeństwa. Ja jednak odprawiałem nabożeństwa tylko dla interesu, myśląc wyłącznie o żywności i sukniach, do jakich dawało mi prawo moje kapłańskie powołanie. Wskutek tej samolubnej bezbożności, wróciłem na świat natychmiast po śmierci, jako Dżikininki. Muszę żywić się zwłokami ludzi, którzy mieszkają w tych stronach. Muszę każdego pożreć tak, jak to widzieliście wczoraj. A teraz, wielebny panie, pozwólcie poprosić was o odprawienie żałobnego nabożeństwa na moją intencję, abym, dzięki modłom waszym, mógł wyjść z tego strasznego stanu istnienia…

Jak tylko pustelnik wypowiedział te słowa, zniknął, a wraz z nim zniknęła pustelnia, tak, że Muzo Kokuszi ocknął się nagle, klęczący samotnie wśród wysokiej trawy u starego, mchem porosłego grobu, kształtu go-rin iszi, co oznacza grób kapłana.

(Kwaidan).