Strona:Lafcadio Hearn - Czerwony ślub i inne opowiadania.djvu/104

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


głowy i jedząc wszystko: włosy, kości a nawet całun. Potworny Kształt, pożarłszy ciało, zwrócił się do ofiar, które również pochłonął, poczem odszedł tak samo tajemniczo, jak przyszedł.

Kiedy wieśniacy powrócili następnego poranku, zastali kapłana, oczekującego ich przed drzwiami mieszkania sołtysa. Wszyscy pokolei powitali go, ale kiedy weszli i rozglądnęli się po izbie, ani jeden nie zdziwił się, ujrzawszy, że ciało z ofiarami zniknęło, zaś pan domu w ten sposób odezwał się do Muza:
— Czcigodny panie, nie wątpimy, że byliście tej nocy świadkiem bardzo nieprzyjemnych rzeczy; wszyscy też wielceśmy się o was lękali. Cieszymy się też teraz bardzo, że oglądamy was zdrowym i nietkniętym. Jednakże, prawo naszej wsi, jak wam to już wczoraj powiedziałem, zmusza nas, po każdorazowym wypadku śmierci, do opuszczenia domu i porzucenia zwłok. Ile razy przekroczyliśmy to prawo, spadały na nas wielkie nieszczęścia. A kiedyśmy go usłuchali, zwłoki i ofiary, podczas naszej nieobecności, znikały. Może widzieliście, jak się to dzieje.
Muzo opowiedział im o niepewnym i grozę wzbudzającym Kształcie, który pożarł zwłoki, wraz z ofiarami. Nikt się jego opowiadaniom nie dziwił, zaś pan domu zauważył:
— Wielebny panie, to coście nam opowiedzieli, zgadza się zupełnie z tem, co nam od dawnych czasów o tem mówiono.
A wtedy Muzo zapytał:
— Czy kapłan z gór nie odprawia czasami jakich nabożeństw za waszych umarłych?
— Co za kapłan? — zapytał ze zdumieniem młody człowiek.
— Kapłan, który wczoraj wieczorem wskazał mi