Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ania zastała ich tak przytulonych, gdy stanęła na progu domku. Wyraz twarzy panny Lawendy powiedział jej, że czyni krzywdę przyjaciółce, zabierając malca.
— Niestety, Jasiu, musimy iść do domu. Noc zapada. Panno Lawendo, wkrótce zaproszę się do Chatki Ech na cały tydzień.
— Jeśli przyjedziesz na tydzień, zatrzymam cię na dwa — groziła panna Lawenda.


ROZDZIAŁ XXVIII
Królewicz powraca

Nadszedł i minął ostatni dzień szkoły. Uczniowie Ani wywiązali się znakomicie z egzaminów. Na pożegnalnej lekcji wręczono jej list dziękczynny i teczkę pamiątkową. Matki i dziewczynki płakały, nawet niektórzy chłopcy pocichu przyznali się sobie do łez, chociaż głośno wypierali się tego. Panie Andrews, Slone i Bell, powracając do domu, omawiały sprawy szkolne.
— Jaka szkoda, że Ania odjeżdża teraz, gdy dzieci ją tak pokochały — wzdychała pani Slone, która zwykła była nawet żarty kończyć westchnieniem. — Oczywiście — dodała pośpiesznie — i w przyszłym roku będziemy mieli dobrą nauczycielkę.
— Nie wątpię, że Janka będzie spełniała bez zarzutu swe obowiązki — odezwała się oschle pani Andrews. — Nie sądzę, aby opowiadała dzieciom tyle baśni i włóczyła się z niemi po łąkach i lasach. Ale nazwisko jej figuruje na Honorowej Liście i obywatele Nowych Mostów są niepocieszeni, iż opuszcza szkołę.