Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/230

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Jako przyjaciela — bardzo, ale ani trochę w tym sensie, o który ci chodzi — odpowiedziała Ania spokojnym i stanowczym tonem; zdawało jej się, że to właśnie jest szczera prawda.
Diana westchnęła — pragnęła innej odpowiedzi.
— Czy nie masz zamiaru wyjść zamąż?
— Może... kiedyś... gdy spotkam mój ideał — uśmiechała się Ania z oczami utkwionemi wdal.
— Ale po czem poznasz, że to on jest właśnie? — upierała się Diana.
— Poznam go z łatwością, serce mi to powie. Ty przecież znasz mój ideał.
— Ale ideały ludzkie zmieniają się czasami.
— Nie moje — nie mogłabym kochać człowieka, któryby nie dorósł do moich wymagań.
— A jeśli nigdy go nie spotkasz?
— Wtedy umrę w staropanieństwie — brzmiała wesoła odpowiedź. — Sądzę, że to nie najcięższa śmierć.
— O, śmierć byłaby bardzo lekka, ale żyć, jako stara panna, nie pragnęłabym wcale. Chociaż zgodziłabym się zostać starą panną typu panny Lawendy. Tylko że dla mnie to niemożliwe — mając lat czterdzieści pięć, będę strasznie otyła, a jeśli szczupła stara panna może być poetyczną, to tęga — w żadnym razie... Ale, czy wiesz, Nelson Atkins oświadczył się Ruby Gillis. Opowiedziała mi tę całą historję. Nie miała zamiaru go przyjąć, bo jako jego przyszła żona musiałaby zamieszkać z teściami, ale oświadczył się tak pięknym i wyszukanym stylem, że ją to oszołomiło. Nie chcąc się zdecydować bez namysłu, zażądała tygodnia zwłoki. W parę dni potem, będąc na posiedzeniu Koła Pracy u jego matki, spostrzegła w bawialni na stole „Przewodnik dobrego tonu“. Ruby nie mogła mi opisać uczuć, jakich doznała, gdy w rozdziale, zatytułowanym „Wskazówki dla oświadczających się“, odnalazła calusieńką jego mowę —