Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


u znajomych, tem bardziej, że w ostatnich dniach czuje się on lepiej. Lecz niepokoję się o niego, gdy jestem poza domem... Słyszałam, że Gilbert rzuca szkołę w Białych Piaskach — pewnie wybiera się na uniwersytet od jesieni.
Z temi słowy badawczo spojrzała na Anię, która pochyliła się właśnie nad zasypiającym na stole Tadziem. Nie zdołała więc nic wyczytać z jej twarzy. Po chwili Ania opuściła pokój; niosła na rękach Tadzia, przytulając swój delikatny policzek do jego kędzierzawej główki.
Gdy wchodzili na schody, Tadzio objął rączkami jej szyję i ucałował lepkiemi od konfitur ustami.
— Ty jesteś moja najdroższa Ania. Emilek napisał dziś na swej tabliczce do Janki Slone:

Kocham twoje cudne oczy,
Kocham kolor twych warkoczy,
Kocham twoją rączkę małą,
Ciebie, Janko, kocham całą.

A ja tak myślę o tobie, Aniu.


ROZDZIAŁ XXVI
Za zakrętem

Rozstanie się Tomasza Lindego ze światem było równie ciche, jak całe jego życie. Pani Małgorzata okazała się czułą, cierpliwą, niezmordowaną pielęgniarką. Kiedy był zdrów, zdarzało się nieraz, że, zniecierpliwiona jego ślamazarnością, bywała dlań szorstka, lecz z chwilą, gdy zapadł na zdrowiu, trudno było o łagodniejszy głos, delikatniejsze dotknięcie, bardziej niestrudzone czuwanie po nocach.