Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Ania spojrzała na Marylę, która weszła za nią do śpiżarni, zamykając starannie drzwi za sobą.
— Posmaruj mu chleb konfiturą, Aniu; wiem dobrze, jakie bywają podwieczorki u Boulterów.
Tadzio z westchnieniem ulgi zabrał się do swej kromki.
— Ciężko żyć na świecie — zacytował słyszane nieraz zdanie. — Kot Emilka choruje na konwulsje — przez trzy tygodnie dzień w dzień miał taki napad. Emilek mówi, że wygląda wtedy strasznie zabawnie. Poszedłem dziś umyślnie, żeby go zobaczyć. Ale niegodziwe stworzenie nie drgnęło ani razu, było zdrowe, jak ryba, choć Emilek i ja pilnowaliśmy go przez całe popołudnie i czekaliśmy. Ha, to trudno! — Tadzio rozjaśniał buzię, w miarę, jak słodycz konfitury przenikała do jego żołądka. — Może jeszcze kiedy indziej to zobaczę. Przecież konwulsje nie skończą się tak odrazu, bo on jest do nich przyzwyczajony i nie będzie mógł bez nich żyć, prawda? Ta konfitura jest pyszna!
Konfitura ze śliwek miała cudowną własność leczenia wszelkich Tadziowych smutków.
W niedzielę lało jak z cebra, więc nikt w całej Avonlea nie wyszedł za próg domu. Zato w poniedziałek krążyły najrozmaitsze opowieści o Harrisonach. I w szkole pełno było szeptów o tem, co się stało, to też Tadzio wrócił do domu z całym zapasem nowin.
— Marylo, pan Harrison ma żonę... Nie taką zupełnie nową. Emilek mówi, że przestali być małżeństwem na krótki czas. Ja myślałem, że jeśli się kto ożeni, to musi zawsze być żonaty, a tymczasem Emilek mówi, że jeśli się z żoną nie zgadza, to może sobie odejść. Emilek mówi, że pan Harrison odszedł od żony, bo ciskała w niego różne ciężkie rzeczy; Arcio Slone znowu powiada, że nie pozwala palić mu fajki, a Edzio Clay spiera się, że ona mu wciąż wymyślała. Ja nie porzuciłbym mojej żony dlatego. Tupnąłbym mocno nogą i powiedziałbym: