Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/194

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Czy... czy on nie jest podobny do wuja Miry Cotton? — szeptała jeszcze bardziej zaniepokojona — Czy nie będzie przechadzał się dokoła naszego domu?


ROZDZIAŁ XXIII
Historja panny Lawendy

— Mam zamiar wybrać się dziś do Chatki Ech — rzekła Ania pewnego grudniowego popołudnia.
— Zanosi się na śnieżycę — ostrzegała Maryla.
— Przypuszczam, że zdążę przed śniegiem; zresztą mogę tam przenocować. Diana nie pójdzie ze mną, bo ma gości, a jestem pewna, że panna Lawenda będzie mnie dziś wieczór wyczekiwała; nie byłam u niej już od dwóch tygodni.
Od czasu pamiętnego dnia październikowego Ania już niejednokrotnie odwiedzała Chatkę Ech. Często wraz z Dianą chodziły tam pieszo lasem, od czasu do czasu jeździły kabrjoletem. O ile Diana była zajęta, Ania wędrowała sama. Między nią a panną Lawendą zawiązała się jedna z tych zdrowych, serdecznych przyjaźni, możliwych jedynie pomiędzy kobietą, która zachowała świeżość serca i umysłu, a dziewczęciem, u którego wyobraźnia i intuicja zastępowały miejsce doświadczenia. Ania wreszcie odnalazła prawdziwie „pokrewną duszę“, podczas gdy do samotnego życia marzeń pustelnicy obie z Dianą wniosły orzeźwiającą radość zewnętrznego świata, którą to radość panna Lawenda „zapomniawszy o świecie i przez świat zapomniana“, oddawna przestała już dzielić. Karolina Czwarta witała je zawsze szerokim uśmiechem — a uśmiechy jej były strasznie szerokie — i uwielbiała je zarówno ze względu na swą ubóstwianą panią, jak i dla nich samych. W Chatce Ech nigdy nie odbywały się tak wesołe uczty, jak tej cudnej, późnej