Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/167

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Gilberta nie było nic tajemniczego ani melancholijnego. Ale cóż to szkodziło przyjaźni!
Gilbert rozciągnął się na trawie obok Źródła i z zachwytem spoglądał na Anię. Zapytany o swój ideał kobiecy, byłby dał portret zgodny co do joty z portretem Ani, nie pominąłby nawet owych siedmiu piegów, których znienawidzona obecność ciągle jeszcze dręczyła ich właścicielkę. W marzeniach o swej przyszłości zawsze umieszczał postać dziewczęcia o szarych oczach i twarzyczce delikatnej, jak płatek kwiatu. Postanowił też w przyszłości okazać się godnym swej bogini. Nawet w cichem Avonlea trzeba było czasem umieć oprzeć się pokusie, ale Gilbert pragnął zachować przyjaźń Ani, a kiedyś w przyszłości zdobyć może jej miłość. Stał więc na straży każdej swej myśli i każdego czynu, jakgdyby jasne oczy Ani miały go bezustannie sądzić. Wywierała na nim ten bezwiedny wpływ, który każde dziewczę o wysokich ideałach wywiera na swe otoczenie. Za największą ozdobę Ani Gilbert poczytywał to, że nie uciekała się, jak niektóre jej koleżanki, do drobnych intryg, zazdrości, flirtu. Wszelkie tego rodzaju małostki były obce jej kryształowej naturze. Nie próbował jednak nigdy wypowiedzieć jej swych myśli, gdyż lękał się, że niemiłosiernie wydrwi wszystkie próby zdobycia jej uczuć.
— Aniu, wyglądasz pod tą brzozą jak prawdziwa nimfa leśna — rzekł, przekomarzając się.
— Lubię niezmiernie brzozy — odpowiedziała Ania, przytulając głowę właściwym sobie wdzięcznym ruchem do białego atłasowego pnia.
— W takim razie ucieszysz się wiadomością, że pan Spencer postanowił zasadzić brzozy wzdłuż drogi, przytykającej do jego farmy. Mówił mi dziś, że chce w ten sposób dodać otuchy K. M. A. — ciągnął dalej Gilbert. — Spencer — to najbardziej postępowy i uspołeczniony obywatel Avonlea. Pan Bell zaś ma zamiar urządzić świerkowy żywopłot wzdłuż swo-