Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/141

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


drzwiczki tonęły w powodzi żółtych maków. Cały ten przepych barw w promieniach słońca, wpadających poprzez liście powojów, pnących się u okien, przeistoczył ponurą zwykle bawialnię w czarującą altanę, wyśnioną przez Anię. To też Maryla, która przyszła z zamiarem krytykowania, zdumiała i znalazła tylko słowa pochwały.
— Teraz nakryjemy do stołu — rzekła Ania tonem kapłanki, przygotowującej się do wypełnienia uroczystego obrządku na cześć swojej bogini. — Pośrodku stołu ustawimy wazon polnych róż, po jednej różyczce przy każdem nakryciu, a całą wiązankę dla pani Morgan, jako aluzję do jej cudownej powieści: „Ogród róż“.
Do nakrycia stołu użyto najcieńszej bielizny, najlepszej porcelany i srebra Maryli. Wszystko lśniło i błyszczało jak nowe.
Następnie dziewczęta podreptały do kuchni, pełnej smakowitych zapachów, wydostających się z piecyka, gdzie kurczęta rumieniły się już z głośnem skwierczeniem. Ania przygotowała kartofle a Diana groszek. Później Diana zabrała się do przyrządzania sałaty, Ania zaś, której policzki pałały zarówno od wewnętrznego podniecenia, jak od gorąca blachy kuchennej, przyprawiła sos do kurcząt, zupę, a wreszcie ubiła śmietankę do deseru.
A co robił Tadzio przez cały ten czas? Czy dotrzymywał przyrzeczenia, danego Ani? Owszem, najzupełniej. Coprawda, nalegał, by mu pozwolono zostać w kuchni, gdyż „umierał z ciekawości“. Ponieważ jednak siedział spokojnie w kącie, rozplątując kawałek sieci rybackiej, którą sobie poprzedniego dnia przyniósł z nad morza, nie przeszkadzał nikomu.
Już o wpół do jedenastej sałaty były gotowe, tort cytrynowy przybrany kremem, a wszystko co powinno było bulgotać i skwierczeć, bulgotało i skwierczało.