Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/123

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


— Bezcelowem jest trudzenie pana Allana, szczególniej teraz, gdy jego maleństwo jest chore. Parker wyślizgnie mu się równie zręcznie, jak nam. Ostatnio zaczął coprawda bardzo regularnie uczęszczać do kościoła, ale czyni to tylko przez wzgląd na religijność ojca Ludwiki Spencer. Parker jest jedynym mieszkańcem Avonlea, któremu przyszło do głowy wynajmowanie płotów. Nawet tacy skąpcy, jak pan Boulter i Wawrzyniec White, nie poniżyliby się do tego stopnia. Zbytnio dbają o opinję ogółu.
Opinja ogółu potępiła oczywiście Parkera, gdy wiadomość o jego postępowaniu rozniosła się po Avonlea. Ale to nie zmieniło postaci rzeczy. — Parker pozostał nieugięty, Miłośnicy zaś starali się pogodzić z myślą, że najładniejsza część drogi do Nowych Mostów zostanie zeszpecona przez ogłoszenia aptekarskie.
Tymczasem na następnem posiedzeniu K. M. A. Ania, wezwana przez prezesa do zdania sprawy z czynności delegacji, najspokojniej oświadczyła, jakoby pan Parker polecił jej poinformować Koło, iż płotu swego nie wynajmie Stowarzyszeniu Aptekarzy.
Janka i Diana nie wierzyły własnym uszom. Zwyczaje parlamentarne, surowo przestrzegane w K. M. A., nie pozwoliły im bezzwłocznie zaspokoić ciekawości. Lecz po skończeniu posiedzenia wszyscy otoczyli Anię, żądając wyjaśnień. Ta ostatnia jednak nie powiedziała nic ponadto, że pan Parker, spotkawszy ją poprzedniego wieczoru na drodze, oświadczył, iż w myśl życzeń K. M. A. postanowił odstąpić od swego zamiaru. Była to szczera prawda. Lecz kiedy Janka Andrews, w drodze powrotnej do domu zwierzyła się Oliverowi Slone ze swego głębokiego przekonania, że w tajemniczej zmianie decyzji Parkera kryło się coś więcej, niż to co Ania wyznała, mówiła także prawdę.