Strona:L. M. Montgomery - Ania z Avonlea.djvu/105

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


nym“ uśmiechem, który przybierała specjalnie dla niego, — ale z nagłym błyskiem koleżeńskiej zażyłości w oczach. Antoś odpowiedział bladym uśmiechem, lecz Ania poczuła, że jeśli nie zdobyła jego sympatji, to zyskała szacunek.
Pani Linde, podczas najbliższych odwiedzin na Zielonem Wzgórzu, potwierdziła jej przypuszczenie.
— Aniu, wygrałaś sprawę z Antosiem Payem, oto co! Powiada, iż pomimo żeś dziewczyną, jesteś coś warta. Lanie, które mu sprawiłaś, dorównywało batom, jakie brał od nauczyciela.
— Nigdy nie spodziewałam się, że zdobędę go zapomocą kija — rzekła Ania smutnie, czując, że przekonania zawiodły ją sromotnie. — Mimo to, jestem pewna, że moja teorja łagodnego postępowania musi być słuszna.
— Tak, ale Payowie stanowią wyjątek z każdej reguły, oto co! — oświadczyła z przekonaniem pani Linde.
— Wiedziałem, że na tem się skończy — powiedział pan Harrison, Janka zaś drwiła bezlitośnie.


ROZDZIAŁ XIII
Rozkoszna majówka

Idąc Ścieżką Brzóz, Ania spotkała Dianę, dążącą ku Zielonemu Wzgórzu. Usiadły na brzegu Źródła Nimf, gdzie delikatne paprocie rozprostowywały swe liście, niby zielone duszki, budzące się ze snu.
— Szłam właśnie cię zaprosić na moje urodziny — rzekła Ania.
— Na twoje urodziny? Ależ twoje urodziny były w marcu!
— To nie z mojej winy — zaśmiała się Ania. — Jeśli moi rodzice radziliby się mnie w tej sprawie, byłabym z pewnością