Strona:Kupiec i Geniusz.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   4   —

usiadł pod orzechowem drzewem, aby spożyć cośkolwiek ze swych zapasów.
Jedząc daktyle, rzucał zdala od siebie pestki, myśląc, że być może wyrosną z tego kiedyś palmy i ocieniać będą podróżnych.
Naraz, gdy po zjedzeniu daktyli i napiciu się wody ze źródła, ukląkł i rozpoczął modlitwę, zjawił się przed nim straszliwy Genjusz, ubielony starością i niezwykle dużej postaci. W ręku trzymał pałasz i wywijając nim wołał:
— Podnieś się natychmiast, abym cię zabił, tak jak ty zabiłeś mojego syna;
Przerażony kupiec odpowiedział mu drżąc cały ze strachu: — Panie! za cóż mię chcesz zabić i o jaką zbrodnię posądzasz?..
— Chcę cię zabić — rzekł Genjusz — tak jakeś ty zabił mojego syna!
— Jakto? ja Ci zabiłem syna! Ależ nie znam go wcale...