Lina nie oskrobujemy z łuski, a tylko silnie nacieramy solą, zdrapujemy ją później i obmywamy rybę. Procedurę tę powtarzamy 3—4 razy, później oczyszczamy z wnętrzności, jak zwykle i, o ile lin jest duży, musi być rozplatanymi pokrajany. Gotuje się tak samo jak szczupak, a garść kopru dodana do sosu, nadaje mu lepszy smak. Sos musi być często w miarę potrzeby zaprawiany octem lub wodą. Lin jest bardzo miękką rybą i dla tego gotujemy go niezbyt długo.
Resztki z gotowanego sandacza siekamy bardzo drobno. Tymczasem na wolnym ogniu dusimy na biało sporo cienko pokrajanej cebuli z dużą ilością tłuszczu. Do tego dodajemy kawałki posiekanej ryby i dużo pieprzu i soli. Wszystko przy ciągłem mieszaniu nie zagotowujemy a tylko w przeciągu paru minut rozgrzewamy.
Stynki dobrze przemywamy i gotujemy je w piwie z octem, — następnie dodajemy trochę masła, soli, tłuczonego pieprzu, angielskich korzeni, mączki[1] lub syropu, gałki muszkatułowej i tartej bułki albo tartego piernika. Rybki te należy gotować bardzo krótko.
Sztokfisza można dostać już zupełnie miękkiego, ale trzeba umieć samemu to zrobić. A więc suchego sztokfisza silnie bijemy, następnie kładziemy go na 24 godzin w miękką wodę, którą po tym terminie wylewamy. Później kładziemy go na 24 godzin w najlepszy ług z bukowego drzewa, następnie ryba idzie znów na 24 godzin w świeżą wodę źródlaną, także wogóle musi się moczyć przez 3 dni i trzy noce, przyczem w ostatni dzień wodę często odlewamy i za-
- ↑
Mączka – tutaj w znaczeniu: cukier puder.