Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/176

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


i zapomniane powracało doń;
i taka cisza w gniazdach nastawała,
tylko w siostrzyczkach tęsknota krzyczała,
kiedy kładł na nie oblubieńczą dłoń.

Lecz potem pieśni jego pyłek lichy
z czerwonych sfrunął ust — i w błogim śnie
płynął w zadumie do miłośnie cichych,
padając w tęsknie rozwarte kielichy,
osiadał wolno na kwiatowem dnie.

I tak poczęły, do swej duszy łona
przyjmując jego, Przeczystego głos.
Oczy ich były jak róża zamkniona,
pełen miłosnych nocy był ich włos.

Wielkie i małe z niego poczynało.
Zwierzętom niosły cheruby tę wieść,
że owoc wyda ich samiczek ciało, —
motylą szatę przybrały wspaniałą:
wszystko go bowiem poznawało
i miało zeń płodności treść.
A kiedy zmarł, tak lekko, bez imienia,
rozdany był: nasienie było tuż
w źródłach, był w drzewie śpiew jego nasienia,