Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/164

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


I patrz, jak idzie też życie ich nóg:
splecione, jak u zwierząt, bezpowrotnie
z każdą ścieżyną; i pełne stokrotnie
wspomnień kamieni, śniegu, młodych lotnie
łąk, poprzez które szedł powiew ich dróg.

Cierpią z owego wielkiego cierpienia,
z którego człowiek spadł do małych mąk;
a balsam trawy i ostrość kamienia
to dla nich los, — ich miłość przepromienia,
idą dla oczu Twych uweselenia,
tak, jak po strunach idą kroki rąk.