Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/150

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Ostatni niechaj się nam znak obwieści,
zjaw się w potęgi Twej koronie,
teraz nam złóż (po bólach wszechniewieścich)
ważność ludzkiego macierzyństwa w łonie.
Nie spełń, w swej mocy Darzyciela,
nie spełń snu tego Rodzicielki Boga, —
stwórz ważniejszego: Śmierci Rodziciela
i nas doń prowadź przez tłuszczę rąk wiela,
która go będzie prześladować mnoga.
Bo spójrz, ja widzę jego dręczycieli
i jest ich więcej niźli kłamstwa w czasie, —
on wstanie w kraju śmieszków i forteli,
zwan marzycielem: bo kto się ośmieli
czuwać, marzyciel jest w pjanym hałasie.

Niech Twoja łaska nad nim się rozszerza,
w Twym dawnym blasku postaw go jak słup;
mnie zrób tancerzem tej Arki Przymierza,
nowej Mesjadzie daj mnie za rycerza,
Dźwięczącym, Chrzcicielem mnie zrób.