Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/145

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Bo my jesteśmy tylko liść, łupina.
A wielka Śmierć, co w każdym tkwi w głębinie,
oto jest owoc, cel i praprzyczyna.

Gwoli niej dziewczę ramiona wypręża
i rośnie niby drzewo z lutni śpiewne —
i chłopcy tęsknią też do wieku męża;
niewiasty tym, co i rosną, są wylewne
za lęki, których nikt nie przezwycięża.
To, co widziane raz, choć przeszło zwiewne,
gwoli niej jakby w wieczność się spotęża, —
a każdy, który rzeźbi lub buduje,
światem otacza owoc ten — i snuje
światło dlań, wichrzy się i w mróz się stęża.
W niego wstąpiło też ciepło wszelakie
i serc i mózgów białe rozżarzenie —:
lecz Twe Anioły, ciągnące jak ptaki,
wszystkim owocom znalazły zielenie.