Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/050

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Do braciszka młodego.

Niech twa modlitwa ku temu się skłoni,
który sam wraca z zamieszek pogoni,
a tak, iż między święte zjawy owe,
z dumną godnością podnoszące głowę,
w kościele, złotem i na tło smaltowe
wmalował Piękno, a miało miecz w dłoni.

On uczy mówić:
Ty mej treści sedno,
zaufaj mi, że cię nie rozczaruję,
w krwi mojej tyle szmerów pokutuje,
ale ja wiem, żem jest z tęsknoty jeno.
Powaga wielka świta w mym zenicie.
W cieniu powagi tej chłodne jest życie.
Z tobą sam na sam po raz pierwszy stoję,
uczucie moje.
Ty jesteś tak dziewczęce.

W pobliżu mnie kobieta jakaś była,
skinęła na mnie z wiednących swych szat.
Ty wszakże mi odsłaniasz taki świat!
A moja siła
patrzy na wzgórzy szmat.