Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/041

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lecz jakby brzemię jagód winogronnych,
kolumn ruina, arkada strzaskana
i zaśpiew hymnów dzwonnych
zbyt obciążyły Służebnicę Pana,—
w innych godzinach święta Dziewica,
jeszcze z Większego nie rozwiązana,
ku ranom przyszłym skłoniła lica.

Dłonie, które cicho na chustę złożyła,
leżą puste.
O biada, Największego jeszcze nie zrodziła.
Nie zazna otuchy żadnego Anioła;
obce i straszne stoją dookoła.