Strona:Księga godzin (Rilke).djvu/014

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Gdybyż choć raz nastała cisza wielka.
Gdyby tak mglistość, przypadkowość wszelka
zamilkła i sąsiedzkie ścichły gwary,
a szmer sprawiany przez zmysłów koszmary
nie mącił bardzo czuwania mojego —

wówczasbym Ciebie mógł jedną bez miary
myślą pomyśleć aż do krańca Twego,
posiadać Ciebie (przez uśmiechu drgnienie),
wszystkiemu życiu rozdać Cię jak dary,
jak dziękczynienie.