Strona:Krystyna Miłobędzka - Dom, pokarmy.djvu/63

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Z ROZLEGŁYCH POWOŁANA — SKĄD?

bez wykrętów siebie tu powołam nad sobą

nie odmierzaj mnie dreptaniem przez i przez a w kółko drobną kaszą

nie sądź pomąceniem statecznych, wirującym podwórzem gdzie dach do ręki leci, głowa psa spada z kolan

wysoko chciałam

odmawiam tę górę za ojca kiedy o nim nic nic, ani się przekonać czy wtedy był drzewem a ile było chodzenia dziecinnienia po lesie — ale jak wyżej góry wołać gdzie listku gdzie lekko?

więc to tyle widać z gorącego, że dotknięte i nikt nie prosi o więcej? tyle co powiedziane na chrzcie?

nie sądź mnie tym pytaniem