Strona:Krystyna Miłobędzka - Dom, pokarmy.djvu/48

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przepytanie dnia, trafi się cud wieczoru rozdawanie, powrót zdyszanego (zwierzątka), wszystko jest w twoim, w cieple twych rąk w zmarzniętych palcach, tylko ciało oślepia co by nie mówić, co by mówić, co by nie było ukryte w twoim skrzywieniu ust, nie ukryte, nie odwracaj głowy

mówmy o tym pomalutku, podobno można czegoś dojść i w biegu prócz biegu jeśli

tu się mąci przy z do, są takie narzędzia mylące mozolne. Z tej tromtadracji, z trąbienia w ucho (mówili, że mówią) tyle mi że

bądź cała ku niemu, dasz mu znak — słońce — to mało, dasz znak umieram, mało, jest jeszcze więcej i dalej, dużo więcej i dużo. Może śmiech coś wymyśli, teraz jakby jego kolej.