Strona:Krystyna Miłobędzka - Dom, pokarmy.djvu/38

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mnie małej co mnie grzeje ani domu ani krzątania między wspomnianym psem i psem (który wierniejszy), nie nie. To wszystko mogą sobie wziąć i nie wściubiać zaproszenia. Stygnę wolniutko i chcę chłód tutejszy wpuścić, drętwiejące palce tak jak są i czego nie chwytają. Co tu jest razem, w twoim oku, tylko my, jakie to razem? pokaż co się nie łączy, jedno z drugim śpi je, poprzestańmy

córka, kto ja siostra matka i w tobie zatarta, ach i w innych, ledwo tu na chwilę świadczę i, zawsze z tym najmniejszym przed oczami, z każdej strony śpieszy żeby boleć, poprzestańmy, gotowi zapukać

nie dziecko, to nie są wycinanki, to są mamulanki

słowo w miejscu w rzeczy, rzecz? medalik? but? Co but? Ruch? Ręki jednej, drugiej ten? Ten? Wokół, dookoła ja którego, który mną wiruje, jasno? Nie jasno ale i nie ciemno. Znaleźć miejsce, miejsce tu? Tu? miejsce wokół i kręć się kręć i wielki bal a jakby popielec. Sznurowadła poplątane

trudno nam iść, jesteśmy duzi ciężcy, czekamy żeby się przyłączyć i chcemy