Strona:Krystyna Miłobędzka - Dom, pokarmy.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


SOBIE NA URODZINY
Za wiele powietrza zabieram bliźnim, oni tacy nadęci z głodu i ząb na ząb trafia pusto, miejsca też podobno za wiele, odkąd się przechadzam i samowtór z siebie do siebie przesypuję cukier, a choćby o stół jaki zadrzeć po swojemu zbiorę — tak co więcej, gdzie milej, komu ciszej ustępować z drogi? Kiedy wreszcie dobijamy targu, znowu zaczną, znowu połknę za wiele, za słodko.