Strona:Krawczyk królem.djvu/6

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
—   4   —

Zapach konfitur przynęcił całą gromadkę much, które rzuciły się na chleb krawca, zapominając o zwyczajach towarzyskich, każących czekać zaproszenia.
— Hola! — wykrzyknął krawiec, przystępując do krzesła — nie zapraszałem was przecie... Ale muchy nie zrozumiały — przeciwnie, z większą jeszcze energją rzuciły się na chleb krawca, gotowe go zjeść natychmiast.
— Co to, to już zawiele! — rzekł krawiec — i złapawszy ścierkę uderzać nią zaczął na wszystkie strony, gdzie popadło.
Gdy się tem machaniem już znużył, spojrzał na podłogę i cóż ujrzał?
Oto siedm much, zabitych jego ręką, leżało bez życia i ruchu, parę zaś, widząc śmierć towarzyszek, umknęło przez otwarty lufcik na podwórze.
Ho! ho! a tom bohater! niczem rycerz