Strona:Królowa myszek - baśń fantastyczna w 2-ch aktach.djvu/7

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.
— 5 —

KRÓLOWA. Nareszcie jestem sama! Roboty wprawdzie dużo, ale ci pomocnicy, to tylko mi swą litością przeszkadzają. A cóżto innego królowa, że nie powinna robić pasztetów? (kraje słoninę). Szmery jakieś słychać, coby to było? Jakiś głosik! (słucha).
GŁOS CICHY. Królowo! miej litość nademną!
KRÓLOWA (zdziwiona Kto mówi? co to? Skąd głos?
MYSZ (przykryta czerwoną szmatką). To ja, królowo!
KRÓLOWA. Ach! to mysz!
MYSZ. Królowa myszek, nie mysz! Patrz! mam na sobie purpurę!
KRÓLOWA. Ach! toś ty moja koleżanka, cha! cha! Tyś królowa, a prosisz, jak żebraczka! Czego chcesz odemnie? Prosisz, żeby zabronić stawiania pułapek?
MYSZ. Jestem straszliwie głodna! ratuj!
KRÓLOWA. Cóż to? czy puste już u nas spiżarnie i stodoły!
MYSZ. Zamknięte! wejść nie możemy! I ja i dzieci moje umieramy z głodu!
KRÓLOWA. Masz dzieci?
MYSZ. Maleńkie, maluteczkie, nie mam ich czem nakarmić... Ach! (pada).
KRÓLOWA. (podbiega do niej z kawałeczkiem słoniny). Masz! masz! biedaczko! W królewskim pałacu nikt głodem umrzeć nie powinien...
MYSZ. (przyskakuje i je słoninę). Co za zapach! a jaka smaczna! Pozwól mi zjeść jesz-